Globalne ocieplenie

Dziś cały świat obawia się skutków globalnego ocieplenia wywołanego przez człowieka. W latach 70. panowała podobna psychoza – tylko przed globalnym oziębieniem. Otóż obowiązywała wtedy teoria, że produkowane przez fabryki pyły emitowane do atmosfery utworzą nad nami parasol zasłaniający słońce. A skoro będzie ono przysłonięte, to wszyscy zaczniemy marznąć. W tamtych czasach nawet poważany „Science” publikował poważne artykuły, w których wyliczał, że słońcem będziemy się cieszyć nie dłużej niż przez 50-60 lat. Później zamarzną rzeki, morza, oceany. Zwolennikiem tej teorii był m.in. znany klimatolog Steven Schneider, który dziś jest jednym z najgorętszych orędowników teorii globalnego ocieplenia.

Ta teoria globalnego oziębienia brzmi komicznie.
Dziś, ale wtedy ja w to święcie wierzyłem, jak każdy zresztą, choć w połowie lat 70. teorie o oziębianiu się świata przestały być aktualne, natomiast coraz więcej mówiło się o ociepleniu. Pojawiały się argumenty, że rośnie stężenie CO2 w atmosferze. Oczywiście, odpowiadać za to miał człowiek. Tak przynajmniej twierdzono. Ale jaka jest pewność, że teraz klimat się nie ociepla przez wpływ człowieka?
Wystarczy przyjrzeć się, jak układa się sekwencja temperatur na świecie. Od 1450 r. do drugiej połowy XIX w. mieliśmy małą epokę lodową. Szczyt tego okresu przypadł na XVII-XVIII w., gdy na Słońcu nie było w ogóle plam, co sygnalizuje jego najniższą aktywność. Wtedy przez Bałtyk można było przejść na piechotę, był tak zamarznięty. Wyszliśmy z tej epoki pod koniec XIX w. Temperatura podwyższała się do 1934 r. Potem przez kilkanaście lat utrzymywała się na tym samym, wysokim poziomie, a po 1950 r. zaczęła spadać. Do 1975 r. gwałtownie się obniżała. Tak gwałtownie, że aż powstała ta teoria o globalnym oziębieniu, o której mówiłem wcześniej. Aż nagle znów zaczęła rosnąć – mimo że w owym roku nie przeszliśmy żadnej rewolucji przemysłowej, która mogłaby uzasadnić wpływ człowieka na zmianę temperatury. Ta ideologia zaczęła mieć wielu proroków. Ostatnio najgłośniej jest o Alu Gorze, który dostał nawet Nagrodę Nobla za swoje zaangażowanie w ochronę środowiska. On, a także osoby jemu podobne, zaczął stosować doktrynę szoku. Mniejsze znaczenie zaczęły mieć dla nich fakty, bardziej liczyło się, by przestraszyć – i w ten sposób przekonać do swojej racji. Wystarczy przypomnieć różne wypowiedzi. Na przykład Gore mówił: „Słusznie, że przerysowujemy faktyczne zagrożenie, jakie niesie ze sobą problem ocieplania się klimatu na świecie. W ten sposób ludzie słuchają, co mamy do powiedzenia”.Ale faktem jest, że Steven Schneider mówił publicznie, iż należy kłamać w sprawie globalnego ocieplenia, by przekonać ludzi do poparcia tej koncepcji.

Czemu to dla nich tak ważne?
Wspomniałem już wcześniej o wielkich pieniądzach przeznaczanych na rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia, które rzekomo jest autorstwem człowieka. Przecież trafiają one do czyjejś kieszeni. Na przykład Al Gore zainwestował duże sumy w urządzenia pozwalające produkować prąd bez użycia węgla, w różne turbiny wiatrowe itp. Nic dziwnego więc, że lobbuje za ich powszechnym użyciem – zwyczajnie ma z tego zysk. Dlatego nie waha się uczynić z ekologizmu ideologii.

prof. Zbigniew Jaworowski w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Jak chrześcijanie powinni postrzegać politykę?

Jeśli jest coś, co potrafi wywołać spontaniczną dyskusję, czy nawet zagorzałą polemikę, to dotyczy to kwestii zaangażowania w politykę- nawet wśród ludzi wierzących. Jakie, jako naśladowcy Chrystusa, powinniśmy mieć nastawienie do polityki i na ile powinniśmy się w nią angażować? Mówi się, że „religii i polityki się nie miesza.” Ale czy to jest rzeczywiście prawdą? Czy możemy mieć poglądy polityczne w oderwaniu od wiary chrześcijańskiej? Odpowiedź brzmi nie, nie możemy. Biblia wskazuje na dwie prawdy w odniesieniu do naszego stanowiska względem polityki i rządu. 

Musimy dostrzec fakt, że nasz rząd nie może nas zbawić. Jedynie Bóg może to uczynić. Nigdzie w Nowym Testamencie, w nauczaniu Jezusa czy któregokolwiek z jego apostołów nie ma mowy o tym, by poświęcać czas i energię i uczyć wierzących jak zreformować świecki świat wyzbywając go cudzołóstwa, deprawacji i praktyk korupcyjnych wykorzystując do tego rząd. Apostołowie nigdy nie nawoływali wierzących do tego, by demonstrowali nieposłuszeństwo względem niesprawiedliwych czy brutalnych praktyk panującym w Cesarstwie Rzymskim. Zamiast tego, apostołowie nakazywali chrześcijanom żyjącym w I wieku, podobnie jak i nam dzisiaj, aby zwiastowali ewangelię i prowadzili życie, które będzie w jasny sposób wskazywało na przemieniającą moc ewangelii. 

ednym z największych zwiedzeń szatana jest przekonanie, że możemy złożyć naszą nadzieję w moralności panującej w kulturze oraz w bogobojnym stylu życia polityków i przedstawicieli rządu. Nadzieja narodu na zmiany nigdy nie pochodzi od grupy rządzącej w kraju. Kościół popełnia błąd jeśli myśli, że zadaniem polityków jest obrona, pielęgnowanie i przestrzeganie prawd biblijnych i wartości chrześcijańskich. Nigdzie w Piśmie Świętym nie mamy nakazu by angażować naszą energię, nasz czas czy nasze pieniądze w sprawy rządowe. Nasza misja nie dotyczy zmiany narodu poprzez wprowadzenie reform, ale zmiany serc przez Słowo Boże. Gdy wierzący myślą, że rozwój i wpływ Chrystusa może być jakoś złączony z polityką rządu, to zmieniają misję kościoła. Naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest rozsiewanie ewangelii Chrystusa i zwiastowanie na temat grzechu. Tylko wtedy, gdy Chrystus przemieni serca poszczególnych osób żyjących w danej kulturze, to dopiero ta kultura będzie mogła odzwierciedlać tą zmianę. 

Krótko po chrzcie Jezusa Diabeł usiłował go wciągnąć do polityki. Zaproponował mu „wszystkie królestwa świata oraz ich chwałę”. Chrystus nie zaprzeczył, że Diabeł sprawuje władzę nad tymi rządami, ale odrzucił tę polityczną ofertę, chociaż mógł sobie myśleć, iż mając władzę polityczną zdołałby wiele zdziałać dla dobra innych (Mat. 4:8-10). Później ludzie się przekonali, że Jezus może im zapewnić wyżywienie. Najprawdopodobniej rozumowali tak: Gdyby Jezus rządził krajem, rozwiązałby nasze problemy gospodarcze. Warto zauważyć, co się wtedy stało: „Jezus zatem widząc, że zamierzają przyjść i go pochwycić, aby ustanowić go królem, znowu sam jeden wymknął się na górę” (Jana 6:10-15). Jak więc widać, pomimo swych możliwości Jezus nie dał się uwikłać w sprawy polityczne.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj