zoo
Blog za darmo

Archive for » Listopad, 2019 «

Jak wyglądał Jezus

Nikt dokładnie nie wie, jak wyglądał Jezus, bo w Biblii nie podano opisu jego cech fizycznych. Świadczy to o tym, że nie są one ważne. Jednak dzięki tej Księdze możemy mieć pewne wyobrażenie na temat wyglądu Jezusa.

  • Rysy twarzy: Jezus był Żydem, zapewne więc odziedziczył po matce semickie rysy twarzy (Hebrajczyków 7:14). Mało prawdopodobne, żeby w jakiś szczególny sposób rzucały się one w oczy. Przy pewnej okazji podróżował w tajemnicy z Galilei do Jerozolimy i nikt go nie rozpoznał (Jana 7:10, 11). Najwidoczniej nie wyróżniał się nawet spośród swoich najbliższych towarzyszy. Przecież Judasz Iskariot musiał wskazać Jezusa żołnierzom, którzy przyszli go aresztować (Mateusza 26:47-49).
  • Włosy: To mało prawdopodobne, żeby Jezus nosił długie włosy, ponieważ Biblia mówi, że jest to „wstydem dla mężczyzny” ​(1 Koryntian 11:14).
  • Broda: Jezus miał brodę. Stosował się do wymogów Prawa, które zabraniało dorosłym mężczyznom ‛niszczenia skraju swej brody’ (Kapłańska 19:27; Galatów 4:4). Poza tym Biblia wspomina o brodzie Jezusa w proroctwie dotyczącym cierpień, które miały go spotkać (Izajasza 50:6).

W twoim ubra­niu

Byli do siebie podobni jak dwie krople wody. W rzeczywistości jednak bardzo się różnili. Starszy brat był skromnym i uczciwym człowiekiem. Bardziej niż o siebie samego, troszczył się o innych. Młodszy – lekko podchodził do życia i obracał się w podejrzanym towarzystwie. Coraz częściej miewał problemy z prawem.

Starszy brat bardzo się tym martwił i próbował mu pomóc, nie przynosiło to jednak żadnego skutku. Pewnego wieczoru, usły­szał gwałtowne kołatanie do drzwi. Gdy otworzył, do mieszkania wbiegł młodszy brat. Był blady, przerażony i z trudem łapał oddech. Na jego bluzie widać było ślady krwi. „Ratuj! Ukryj mnie!” – bła­gał. – „Zabiłem człowieka”. Starszy brat zachował zimną krew. Na­tychmiast zerwał z niego zakrwawioną bluzę i zarzucił ją na siebie, swoją zaś założył na niego. Następnie wepchnął nieprzytomnego z przerażenia brata do sąsiedniego, ciemnego pokoju. Po chwili w mieszkaniu była już policja. Starszy brat – jako domniemany zabój­ca – został rzucony na podłogę, zakuty w kajdanki i wyprowadzony.

Dowody były ewidentne: oskarżony został rozpoznany przez świadków, na jego ubraniu była krew ofiary, on zaś – choć nie odpowiadał na pytania śledczych – wciąż powtarzał, że musi za­płacić za tę straszną zbrodnię. W końcu stanął przed sądem. „Czy chcesz powiedzieć coś na swoją obronę?” – usłyszał. Nie zamierzał jednak się bronić. Sąd uznał jego winę i spełniając żądanie proku­ratora wydał wyrok śmierci.

Czas płynął i zbliżał się termin egzekucji. Dzień przed wykonaniem wyroku skazany wyraźnie się ożywił. Napisał list i poprosił, by po jego śmierci bezzwłocznie przesłano go pod wskazany adres. Mi­nęło kilka dni i młodszy brat trzymał w ręku kopertę. Gdy przeczy­tał wiadomość, z jego piersi wyrwał się okrzyk rozpaczy. Zaczął miotać się po pokoju, drżeć i jęczeć… Co było napisane w tym za­gadkowym liście? Niewiele, tylko kilka słów: „Umieram w twoim ubraniu, a ty żyj w moim. I nie zapomnij o mnie”.

„Może jeszcze żyje!” – ta myśl wyrwała go z osłupienia. Zerwał się z miejsca i pobiegł do więzienia. Było już jednak za późno…

Dopiero wtedy uświadomił sobie, co się wydarzyło. Padł na kolana i przez wiele godzin gorzko płakał. W jego głowie wciąż brzmiały słowa: „Umieram w twoim ubraniu, a ty żyj w moim”. Wziął do rąk bluzę brata i ubrał ją. „Będę żyć tak jak on” – pomyślał. Tego dnia stał się nowym człowiekiem. Śmierć brata nie tylko uchroniła go od kary, ale także zmieniła jego życie.

A gdyby to była twoja historia? Gdyby to za ciebie ktoś oddał życie? Dwa tysiące lat temu tego właśnie dokonał Jezus. „W twoim ubra­niu” umarł zamiast ciebie. Tobie zaś zostawił swą „czystą szatę”.

Dlaczego jednak musiał umrzeć? Odpowiedź na to pytanie znajdu­jemy w Biblii, która jest Słowem Bożym. Czytamy w niej, że pierwsi ludzie zgrzeszyli przeciw Bogu. Zeszli z wytyczonej przez Niego bezpiecznej drogi, a ich grzech – niczym choroba genetyczna – przeszedł na kolejne pokolenia. To dlatego już od najmłodszych lat łamiemy Boże przykazania. Nie szukamy Boga i nie pytamy Go, czego od nas oczekuje. Nie dziękujemy Mu za życie, a Jego dobre dary traktujemy jako oczywistość.

Rezultatem tej zerwanej więzi jest lęk przed śmiercią, poczucie pustki oraz tęsknota za czymś, co nadałoby sens naszemu ży­ciu. Prawdziwym problemem jest jednak ciążący nad nami wyrok potępienia. Biblia mówi, że „zapłatą za grzech jest śmierć” (Rz 6:23) – śmierć fizyczna, ale także „śmierć druga” (Ap 21:8), czyli wieczne potępienie. Wielkość lub ilość naszych grzechów nie ma znaczenia.

Gdy człowiek jest śmiertelnie chory, nie wystarczy, że wie o ist­nieniu leku, który może go uratować. Nie wystarczy nawet to, że wierzy w jego skuteczność. Musi go zastosować! Podobnie jest z Bożym ratunkiem. Nie wystarczy o nim wiedzieć. Trzeba go przy­jąć! A uczynić to można tylko w jeden sposób: nawracając się do Boga i wierząc w Jezusa. Nawrócenie to punkt zwrotny w życiu. To prawdziwa skrucha, wyznanie Bogu grzechów i gotowość od­wrócenia się od wszystkiego, co jest złe. Wiara zaś to świadome zaufanie Jezusowi jako Zbawicielowi i poddanie się Mu jako Panu.

Czy jesteś gotowy na ten krok? Od niego będzie zależeć, jak prze­żyjesz życie i gdzie spędzisz wieczność. Żadna inna decyzja nie będzie miała tak dalekosiężnych konsekwencji.

„Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał ży­cie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępie­niu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego” (J 3:16-18).